czwartek, 24 lipca 2014

Epilog

Ciągle wpatrywałam się w wiadomość od Tello. I to zdjęcie. Wspaniałe. On i malutka Carlota. Tyle miłości na takim małym zdjęciu. Teraz wiedziałam, czułam, kocham Cristiana i chciałabym to zmienić.
Zerwałam się szybko z łóżka i wyciągnęłam walizkę z szafki. Spakowałam kilka potrzebnych rzeczy, ogarnęłam się i zeszłam na dół.
- Mamo! Wyjeżdżam. Musze coś załatwić.
- Gdzie ?
- Do Cristiana.
- Co ? Przestań. Po co ? Niech sobie żyje jak żyje i zapomnij o nim. Tylko sobie nieszczęście jakieś zgotujesz tym wyjazdem.
- Mamo..- już zaczęłam się denerwować. Jestem dorosła i moge robić co chce, a mama nadal tego nie rozumiała. Ucałowałam ją i ubrałam buty. - Kocham Cię i tatę. Ucałuj go. - uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.

Na szczęście szybko i bez problemów dotarłam do Barcelony. Pamiętałam dobrze gdzie mieszka Cristian i wsiadłam szybko do taksówki. Nie obchodziło mnie to, że pewnie spotkam tam Lorene. Nie boje jej się. Jest tak wredna, że wydrapałabym jej oczy za to co mi zrobiła. Że też takie osoby żyją na tym świecie.
- Gracias! - krzyknęłam go kierowcy i wysiadłam pospiesznie z samochodu. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Nikt nie otwierał. Zadzwoniłam. Wyszła mama Cristiana. Nie znałam jej. Myślałam, że to może jakaś niania Carloty.
- Buenos dias, nazywam się Blanca Miramontes. Jestem znajomą Cristiana. Jest może ?
- Buenos dias, nie, nie ma Cristiana. Pojechali z Loreną i carlotą do lekarza.
- Stało się coś z małą ?
- Nie, nie. To tylko rutynowe badania. - ah ulżyło mi. Martwiłam się o malutką.
- A może mi pani powiedzieć jaki to szpital? Prosze. To dla mnie bardzo ważne.- uśmiechnęłam się ładnie a kobieta podała mi adres. I znowu, zadzwoniłam szybko po taksówkę i po kilku minutach była pod domem Tello. Kilka minut zajęło mi dotarcie pod szpital.
Zapłaciłam i szybko z walizką szłam wejścia. Nagle usłyszałam znany mi głos. Odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.

- Lorena! - krzyknął Cristian tak głośno ile miał sił.
- Uważaj! - krzyknęłam również i rzuciłam torbe i pobiegłam. Nie wiedziałam czemu. Podbiegłam do niej z tyłu i popchnęłam ją na chodnik, upadła a ja poczułam tylko ogromny ból i usłyszałam krzyk Cristiana....

                                                                   - Cristian -

Nie wiedziałem co się dzieje. Szedłem sobie spokojnie z Loreną i Carlotą do lekarza a tu taka tragedia.. Skąd się tam wzieła Blanca ?! Westchnąłem głęboko i wszedłem do jej sali. Wyglądała strasznie. Usiadłem przy niej i przejechałem dłonią po jej sinym policzku.
- Blanca.. kochanie. - powiedziałem a ona otworzyła oczy.
- Cristian. Co z Loreną ? Chyba za bardzo ją popchnęłam na ten chodnik. - powiedziała i roześmiała się bardzo cicho z grymasem na twarzy.
- Cii. Nic nie mów. Jej nic nie jest, ale Ty.. Boże.
- Przyjechałam do Ciebie, bo Cie kocham. Ciebie i Carlote. Tęsknie za Tobą, ale teraz to już niemożliwe byśmy byli razem..
- Dlaczego ?
- Patrz jak ja wyglądam. Długo tak nie pociągnę.
- Przestań tak mówić! - krzyknąłem wręcz trzęsąc się ze strachu.- Wyzdrowiejesz i będziemy dalej. Będziemy żyli jak rodzina. Zobaczysz.
- Nie.. Pokochaj Lorene. Ona jest matką Carloty. Zrób to dla mnie. Ja będę kochać Ciebie a Ty pokochaj ją i daj wspaniałą rodzinę Carlocie. Zasługuje na to..Kocham Cię. - powiedziała to a ja musnąłem jej usta.
- Ja Ciebie też kocham. - uśmiechnęła się i zamknęła oczy.

                                                                  - 4 lata później -

- Chodź kochanie. Pokaże Ci coś. - uśmiechnąłem się do Carloty i poszedłem z nią na cmentarz. Wiem, że to dziwne miejsce na spacer z córką, ale chciałem by chociaż troche poznała Blance. Wiem jak to brzmi. Ale bardzo tego chciałem. Gdy dotarliśmy na miejsce usiedliśmy na małej ławce przy jej grobie.
- Tato, czemu mnie tu zabrałeś ?
- Chciałem Ci coś opowiedzieć o Blance. Wiem kochanie, że to miejsce jest straszne, ale gdy będziesz starsza na pewno pokaże Ci więcej a także opowiem więcej o niej.
- No to opowiadaj o tej Pani.
- Tu leży Blanca. Moja jedyna miłość jaka była i jaka pozostała. Nie wyszło nam. Za dużo osób chciało nas rozdzielić. Ale ona uratowała życie Twojej mamy. Prosiła mnie bym zakochał się w Twojej mamie od nowa, ale nie mogłem. Nie potrafiłem. Ale Ciebie kocham bardzo mocno i na zawsze tak zostanie. Ona też Cie kochała. Chociaż nigdy Cię nie poznała. - powiedziałem i wziąłem głęboki oddech czując w gardle gule z nerwów i rozpaczy. Minęło 4 lata gdy Blanca umarła a ja nadal nie mogłem się z tym pogodzić. Nie mogłem przestać jej kochać.

__________________________________________
Gdy pisałam ten epilog płakałam. I wcale nie kłamie. Strasznie się wzruszyłam. Tak bardzo szkoła mi Blanci i Cristiana. Tak więc kończe opowiadanie o B&C. Jeśli wymyślę jakieś nowe to na pewno dam Wam znać i bardzo dziękuje Wam, że czytałyście! Buziaki ;*

1 komentarz:

  1. Omg, ona nie żyje. ;o Boże jedyny! ;o Jaka Blanca była cudowna,że ją uratowała! *___*
    Życzę weny i pomysłów na nowe opowiadanie! :*

    OdpowiedzUsuń

123 Lorem ipsum

Obserwatorzy